Mój Erasmus

Cześć, dzień dobry, witam wszystkich. Mam właśnie okazję przebywać na francuskiej uczelni, Exia CESI, w ramach programu Erasmus+. Chciałbym się z Wami podzielić wrażeniami z pierwszego miesiąca mojego pobytu w Bordeaux.

Pierwsze kroki bywają ciężkie, szczególnie gdy przychodzi na codzień funkcjonować w obcym kraju, wyraźnie różniącym się od naszego. Jak łatwo się domyśleć, pierwszy miesiąc to czas na aklimatyzację i rozpoznanie jak wszystko tu na miejscu funkcjonuje. Trzeba opanować sprawy socjalne – mieszkanie, sklepy, zakupy. Trzeba dowiedzieć się jak działa komunikacja miejska, gdzie i jaki bilet kupić, jak dojechać sprawnie na uczelnię. Rzeczy do ogarnięcia jest sporo, tu na miejscu wszyscy są życzliwi i pomagają, ale nikt niczego za nas nie zrobi. Wyjazd na Erasmus’a, to nie tygodniowe wakacje, ale prawie półroczny pobyt w innym kraju, w którym trzeba normalnie żyć. Pierwszy miesiąc minął mi na poznawaniu kultury i zwyczajów jakie panują we Francji, a różnią się one mocno od tego co znamy z Polski.

Uczelnia -- chciałoby się mieć powolny start semestru, taki by mieć czas na nieśpieszne ogarnięcie wszystkiego…, ale nie tutaj. Zajęcia na tutejszej uczelni zaczęła się z pierwszym dniem semestru. Natąpiły intensywne tygodnie pracy w zupełnie innym wymiarze, niż człowiek mógłby się spodziewać. Sposób funkcjonowania na uczelni przypomina pracę w firmie, wyznaczone są ściśle godziny na osiągnięcie założonych celów. Duża autonomia studentów, ich samodzielne poszukiwanie rozwiązań problemów oraz praca w grupach projektowych w niczym nie przypomina tego, co spotykamy na polskich uczelniach. Przystosowanie się do tego wymagało czasu i energii, szczególnie iż wszystko odbywa się tutaj w języku francuskim, dydaktyka, praca w grupach, przygotowywanie dokumentacji, testy, a także wszelakie rozmowy.

Jak się tutaj mówi, w tym roku uczelnia odniosła sukces (placówka w Bordeaux), ponieważ przyjęła pierwszego zagranicznego studenta, co czyni mnie pierwszym i dodatkowo jedynym studentem zagranicznym w Exia Bordeaux. Tak więc wszystkiemu czoła muszę stawić sam, mogąc na szczęście liczyć na wsparcie francuskich kolegów i pracowników uczelni. Okres wdrażania dobiegł już chyba końca, co powinno sprawić iż nadchodzące miesiące będą prostsze, przynajmniej w niektórych aspektach.

Miniony miesiąc spędzony we Francji poświęciłem na wdrożenie się we francuskie życie „codzienne” i uczelniane, starając się znaleźć czas na załatwienie niezbędnych spraw, a także na trochę rozrywki i przyjemności. Pytanie, czy był to łatwy miesiąc? Niekoniecznie, a przynajmniej nie zawsze. Czy jest to powód, aby żałować przyjazdu tutaj? Nie, zdecydowanie nie. Jeżeli tylko macie chęć i okazję, to zachęcam was na wykorzystanie możliwości programu Erasmus i spędzenie części Waszych studiów za granicą. Już miesięczny pobyt tutaj pozwolił zakosztować życia w innym kraju, zaowocował ciekawymi znajomościami, pozwolił poznać inne uczelniane zwyczaj i nauczyć się kilku ciekawych rzeczy.

Pozdrawiam z pięknego Bordeaux,

 

Michał Simiński

Udostępnij